Dzień 11. Jak dałem się wyssać.


Advertisement
Japan's flag
Asia » Japan » Tochigi » Nikko
September 17th 2019
Published: September 16th 2019
Edit Blog Post

W poniedziałek przyczepiły się do nas dwie rzeczy. Pierwsza to chmura, która zawisła nad Mt Nantai i całym jeziorem Chuzenji i jak przyklejona do iglicy na wierzchołku góry nie chciała odlecieć do zmroku. Druga to pijawka. Do mojej nogi. Tak, wiem nie ma co panikować. W średniowieczu leczono pijawkami choroby. Ale wtedy też, zaraz potem, jako metodę drugiego wyboru stosowano amputację. Poza tym czy ta pijawka myła zęby zanim wczepila się w moją żyłę i czy dawka hirudyny była przez nią dobrze obliczona w stosunku do mojej wagi?

Ta chmura obróciła w pył wszystkie nasze plany. Mieliśmy wspiąć się na górę, która leży dokładnie po drugiej stronie jeziora w stosunku do Mt. Nantai. Jednak jak i po co to robić skoro nic nie widać i ciągle siąpi? Aby nie stracić całego dnia udaliśmy się do Nikko aby zobaczyć jeszcze parę miejsc, których nie zdążyliśmy obejrzeć w sobotę i, co najważniejsze, mieć gdzie zjeść obiad.

Jako fan makrofotografii aż podskoczyłem gdy Basia zaproponowała abyśmy najpierw przeszli przez Ogród Botaniczny Nikko. Co prawda ogród porę kwitnienia ma już dość dawno za sobą, jednak mój aparat zawsze wyszuka jakieś ciekawe obiekty, które można utrwalić. Gdy przeszliśmy przez całość zauważyłem, zauważyłem, że na ścianie toalety jest ostrzeżenie przed grasującymi w okolicy pijawkami.

"No patrz. Musimy uważać."

Stwierdziliśmy, po czym udaliśmy się do pobliskiej Villi Imperatora, czyli miejsca, w którym duża część swojego dzieciństwa spędził jego magnificencja Cesarz Japonii. Villa jak to villa trzeba zdjąć buty. Bardzo ładne wnętrza. Bardzo ładne. Gdy byliśmy na etapie zastanawiania się gdzie cesarz i jego świta chowali buty i kurtki, spojrzałem w dół aby ogarnąć wzrokiem nieskalaną tłustymi plamami teksturę cesarskiej tatami. Co ja widzę????

Jakaś tłusta, pulsująca, brunatna kluska śląska pręży się na wierzchu mojej stopy, racząc się obiadem bez poinformowania gospodarza o fakcie wbicia zębów w jego ciało. Acha. To dlatego stopa mnie tak swędziała od parunastu minut. A myślałem, że to komar. Już żałując tego co zaraz zrobię i dziękując opatrzności, że stoję akurat przy oknie, wykorzystałem umiejętność nabyta za młodu podczas gry w kapsle i czym prędzej eksmitowałem pijawkę w pobliskie cesarskie krzaki. Trudno, poczwaro. Będziesz musiała założyć nowy dom w ogrodzie cesarza.

Wiedząc jak działa ślina pijawki przez resztę naszej pętli wokół cesarskiej posiadłości ciągle obserwowałem krople krwi, która nie za bardzo chciała się zatrzymać na wierzchu stopy przez następne 15 minut. Na szczęście cesarskie podłogi pozostały nieskalane moja krwią a pijawka, mam nadzieję założyła nowa rodzinę, żyła długo i szczęśliwie popijając co jakiś czas krew gości przybywających do cesarskiej villi.

Po wizycie u cesarza wykorzystaliśmy miejscową kuchnię i po zjedzeniu doskonałej soba'y i naleśników przeszliśmy jeszcze bardzo malowniczym szlakiem Kanmangafuchi Abbys i z paru godzin na Nikko zrobiło 7. Gdy wracaliśmy kręta droga, do góry mieliśmy jeszcze parę godzin do zmroku więc można by było wysiąść przy słynnym, jeszcze przez nas nieobejrzanym Kegon Waterfall ale im wyżej, tym gorzej i gęstsza mgła. Pomknęliśmy więc co autobus wyskoczy do naszego hostelu i tutaj jeszcze na koniec dnia czekała na nas jeszcze jedna niespodzianka.

Świadomy tego jak ma się zepsuć pogoda, późnym wieczorem dnia poprzedniego, usunąłem nasza instalacje susząca bieliznę z obszaru wokółdomowego. Rozkręcając się pod względem koncepcyjnym rozciagnelismy sznur na bieliznę w pokoju łącząc ze sobą klamkę otwartych drzwi od łazienki oraz klamkę okienną. W ten sposób nasze ubrania zawisły dokładnie wzdłuż i w połowie pokoju. Gdy chciałem przemieścić się do Basi musiałem czołgać się pod nimi ponieważ przeskakiwanie byłoby zbyt ryzykowne. Jakież było nasze zdziwienie gdy po powrocie po 7 h w Nikko odkryliśmy, że właściciele hostelu posprzątali nam pokój, ścieląc oba łóżka bez naruszenia tej instalacji. Dyskrecja w iście japońskim stylu.

Mamy nadzieję, na poprawę pogody jutro i szansę wejścia na jakiś szczyt. Ma być ładnie miedzy 5.00 a 11.00 ale Basia już obwieściła, że nawet nie chce o tym słyszeć... 😉

Dōmo arigatō

Basia i Wojtek.




Additional photos below
Photos: 20, Displayed: 20


Advertisement



16th September 2019

gdzie pijawka
dlaczego nie ma documentation fractographie wyssania ??? Moze to byla fata morgana
17th September 2019

Nie ma.
Chcialem się jej jak najszybciej pozbyć z nogi 😁

Tot: 2.629s; Tpl: 0.018s; cc: 9; qc: 58; dbt: 0.0235s; 2; m:saturn w:www (104.131.125.221); sld: 1; ; mem: 1.4mb