Po dlugiej przerwie w podrozowaniu i niepisaniu na blogu, i siedzeniu w jednym miejscu czas sie ruszyc! nastepna destynacja: Filipiny. Ach! okazuje sie, ze Filipiny to moja nowa milosc! i to wielka, bo to pierwszy kraj, do ktorego chce wrocic. A wracam juz niedlugo, bo prawdopodobnie juz na Boze Narodzenie (mhmm mango jako potrawa wigilijna!) Ale od początku: Na Filipiny mialam 10 dni i to o jakies 50 dni za malo. Zatem trzeba wykorzystac te klika dni jak najbardziej sie da. plan jest napiety: jeden dzien w Manili, nastepnie wyjazd na polnoc na pola ryzowe, ktore maja 2 tysiace lat (to
[View Full Entry]