georgian_journey_8


Advertisement
Georgia's flag
Asia » Georgia » Tbilisi District » Tbilisi
October 30th 2010
Published: January 12th 2011
Edit Blog Post

Budki, szczęki, przyczepy, pawilony - handel mniej i bardziej drobny. Przypicniki są wszędzie i w stanie zepsuć każdy krajobraz. Pomagają im w tym żółte albo alternatywnie brunatno-przerdzewiałe rury gazowe, rozciągnięte wzdłuż miast niczym gigantyczne trzepaki.

Wracamy do Tbilisi. Znów pada deszcz, ale nie przeszkadza to samochodom z trzeciej ręki rozwijać na lokalnych drogach szaleńczych prędkości. Gdy wjeżdżamy, ulicami leją się potoki. Przemykamy się pod drzewam, przeskakując kałuże. Centrum miasta - starówka rozpada się, choć na szczęście doczekała naszego powrotu, bo tydzień wcześniej bałam się, że może zniknąć. Niektóre miejsca są odnawiane, ale lata zaniedbań, niedostatku pomieszane z ostatnim trzęsieniem ziemi zrobiły swoje. Domy mają balkony podparte drągami, same wspierają się na betonowych słupach. Między balkonami rozciągnięte są sznury z bielizną, ale jakoś przyszarzałą - gorzej się prezentuje niż ta w Palermo. Jeden dom potrafi mieć okno zabite deskami, okno wybite, okno do połowy zamurowane, okno z firankami i okno-sklepową wystawę.

Zwiedzając kościoły, za każdym razem napotkamy śluby: za duże sukienkj albo za małe biusty, brudne samochody, szare garnitury, wiśniowe garsonki. Udzielane są też śluby grupowe, gdzie w rządku stoi kilka par w koronach na głowach. Trafiamy też na grupowy chrzest, gdzie zaprasza nas ksiądz, który przedstawia się jako Majkel: w krypcie z basenem stoją rodzice i rodzice chrzestni z maleńkim dzieckiem na ramionach oraz trzech dorosłych mężczyzn. Dorosły wchodzi do wody po kolana, ale dla księdza ta gigantyczna chrzcielnica ma suchy dok, skąd polewa wodą dziecko. Ksiądz nagle przerywa uroczystość, żeby odebrac telefon. Nikt się nie dziwi. W ogóle w kościołach nie ma nabożnej atmosfery świętobliwości.

Gdzieniegdzie można kupić suweniry - kilimy z filcu z jelonkiem, wszelkie chińskie rękodzieło, plastikowe korale, święte obrazki, gruzińskie pieśni na CD, różańce, biżuterię z emalią, lalki ze szmatek, miecze i kindżały. Ale na głównej ulicy - bulwarze Rustaveli, jest też sklep Cartier. Supermarkety są pełne wina, koniaku i chachy (tj. czaczy) - lokalnej grappy. Wódka w spożywczaku mrozi się przezornie w lodówce.

Na kolację idziemy do restauracji, którą w Polsce by nazwano karczmą, a gdzie dają znakomite pierogi kimkali. Restauracja wyróżnia się szyldem z reprodukcją obrazu Pirosmaniego - malarza, który, biedak, umarł z głodu. Skandal, że teraz reklamuje knajpę.

***
Był Tamada w Telavi
Co miał dość miał Saperavi.
Lecz po łyku Malbeca,
Zamiast pić ciągle beka,
I mówi: "Tego mój żołądek nie strawi!"




Additional photos below
Photos: 12, Displayed: 12


Advertisement



Tot: 4.168s; Tpl: 0.046s; cc: 17; qc: 74; dbt: 0.0548s; 3; m:saturn w:www (104.131.125.221); sld: 1; ; mem: 1.4mb