Wietnam. Sajgon. HCMC. Cywilizacja. wielki szok po mojej malej wiosce Phnom Penh. Pierwsza roznica - przejscie przez ulice w PP to pierwszy poziom gry - czasami pojawia sie szalony motocyklista, ale generalnie tempo poruszania sie pojazdow jst umairkowane, co chwila sunie wolny tuk tuk, moze bardziej niebezpieczne sa Lexusy, ale tez szybko mozna sie nauczyc, jak je przechytrzyc. W Sajgonie jest inaczej. To zdecydowania wyzszy poziom gry. Problem polega na tym, ze ma sie nadal tylko jedno zycie. Nie ma tuk tukow, ale za to w miescie jest 3 miliony motorow, ktore tu sie nie opieprzaja, tylko jada tak szybko, jak sie da. Animuszu musial im dodac jeszcze fakt, ze od 15 grudnia obowiazkowo wszyscy jezdza w kaskach,wiec czuja sie niezniszczalni. Jak przyjechalysmy w piatek, nikt nie mial kasku. Ok, normalna sprawa. Ale jak wyjzalam na ulice w sobote, wszyscy mieli juz kaski. Nowiutenkie. Ktos musial zarobic duzo pieniedzy, sprzedajac kaski dla 3 milionow motorow, jezeli na jednym potrafia jechac i cztery osoby.
Poza tym, smieszny ten ich socjalizm tutaj. Jest jedna partia, ktora po prostu nie bawi sie w glupoty typu wyboru, albo prawa czlowieka, ale daje ludziom rozwoj gospodarczy z nadzieja, ze zapomna o polityce. Dlatego peirwszego dnia
w gazecie przeczytalam o deportacji reakcyjnych cudzoziemcow, ale jednoczesnie placic moge za wszystko w dolarach... Zdziwilam sie tez prawem dotyczacym uzywek - tutaj wlasnie skazali na smierc przez rozstrzelanie gang narkotykowty, a w Kambodzy mozna kupic na ulicy opium.
To tylko sygnal, ze nastepne entry bedzie dalej o Wietnamie. Teraz czas na dalsza eksploracje, pewnie kulinarna. A! jakie tu jest jedzenie.AAA!
Ale i tak moj wszechobecny argument na wszystki to: "W Kambodzy tez takie sa, ale lepsze. Same same but different".