Ach! jednak z powrotu na FIlipiny nic nie wyjdzie. Bilety sa za drogie. A szkoda!. Swieta jednak na Tajwanie. Ale jeszcze kilka filipinskich wspomnien.
Filipinczy potrafia sie cieszyc z tego co maja. A maja niewiele i zdaja sobie sprawe, ze szybko moga utracic majatek, bo ktos ich zaatakuje, moga stracic rodzine z powodu powodzi, moga stracic zycie, bo nie ma co sie oszukiwac, ze jest to kraj bezpieczny, gdy nim nie jest. Nie wiadomo czy zaufac policji, bo mozna miec szczescie i pomoga, a mozna miec pecha i zostac zastrzelonym, bo sie zaoferowala za mala lapowke. szansa: 50 na 50, to samo jesli chodzi o urzednika, taksowkarza... Ryzyko jest wliczone w zycie codzienne, ale zamiast depresji, powoduje ze Filipinczycy ciesza sie teraz i juz. Nie ma chwili do stracenia. Ach co ta tropikalna pogoda moze sprawic. Przecietny filipinczyk nie potrafi, a moze nie widzi sensu w oszczedzaniu ( ach! skad ja to znam;) ) Zatem, zeby utrzymac jakos spoleczenstwo przy zyciu, przy najmniej ta czesc pracujaca, wyplaty sa co 2 tygodnie. ha! ale za to co drugi piatek, jest piatkiem imprezowym. Sa pieniadze, to trzeba je wydac!. Restauracje sa pelne, tak ze na stolik czeka sie co najmniej pol godziny. Na
Full Text Entry: radosc z dnia dzisiejszego