Najwazniejszy pierwszy wpis mam zamiar popelnic wlasnie teraz. Podobno od niego zalezy powodzenie calego przedsiewziecia, gdyz to on przyciaga czytelnikow. Tym bardziej mnie to martwi, gdyz ten wlasnie najwazniejszy i najbardziej znaczacy wpis w moim nowym blogu bedzie zupelnie nieprzemyslany.
Nie spodziewalem sie, ze zaczne pisac tu, gdyz w ogole nie sadzilem, ze kiedykolwiek moge prowadzic blog, a ponoc przy pewnej ilosci czytelnikow moze byc to dosc zabawne.
Tymczasem jestem sobie sam w Dar es Salaam, Agata wyjechala wczoraj w nocy, teraz juz jest w Amsterdamie a za chwile bedzie w domu... Mi natomiast zostaly dwa miesiace wedrowki dookola j. Wiktorii. Smutno troche i nie ma do kogo geby otworzyc, poza taksowkarzami, ktorym do znudzenia powtarzam, ze nie kazdy bialy musi jezdzic taryfa, a takze innymi ludzmi, ktorzy koniecznie chca mi sprzedac buty, okulary sloneczne, paski, orzeszki i wode mineralna. Ta ostatnia co ciekawe jest drozsza od znanego na calym swiecie, ciemnego, gazowanego napoju amerykanskiego koncernu.
Zaraz ide kupic bilet na pociag do Kigomy, albo przynajmniej sprawdzic, czy taki jezdzi. Jesli nie, pozostanie autobus, a podroz nim bedzie trzeba rozlozyc na kilka dni, bo autobusy nie moga w Tanzanii jezdzic noca. Nie jest to takie glupie zarzadzenie, biorac pod uwage jakosc tutejszych drog i umiejetnosci kierowcow.
Poki co koncze pierwszy wpis, bo internetowy licznik wystukuje tanzanskie szylingi w tysiacach, a ja jeszcze kilka rzeczy mam do zrobienia.